niedziela, 26 marca 2017

"Carpe diem" - Diane Rose [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]


Każdy ma prawo przeżyć miłość, każdy. 
Nieważne ile dni mu zostało.




Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Wydawnictwo: Videograf
Data premiery: 6 kwietnia 2017
Liczba stron: 464


     Bardzo chciałam rozpocząć tę recenzję używając mądrych i wyszukanych słów. Od samego początku nadać im emocje, jakie towarzyszyły mi podczas lektury debiutanckiej powieści Diane Rose. Bardzo chciałam, lecz mi się to nie udało. Dlaczego? Ponieważ od kilku dni włączam program, kładę dłonie na klawiaturze i godzinami wpatruję się w migający kursor. Wygląda jak zaczarowany. Liczę na to, że literki same zaczną się pojawiać, jednak nic się nie dzieje. Może jednak dziś się uda? Carpe diem - żyj chwilą!

     Rosalie Heart ma 22 lata, studiuje prawo, dba o linię i spotyka się ze swoimi przyjaciółmi. Jednym słowem - szczęśliwa młoda kobieta czekająca już tylko na miłość. Jednak zanim zaczniecie jej zazdrościć, przemyślcie to. Rosalie zostało już tylko 600 dni życia. Pogodziła się z tym, że umrze. Teraz tylko stara się oswoić z tym swoich przyjaciół i rodzinę. Żyje chwilą i próbuje zrobić jak najwięcej. Nie myśli o miłości i związkach, uważa, że jest to dla niej zakazanym owocem. Po prostu trwa i czeka na ten ostatni dzień, kiedy już się nie obudzi. Jednak pewnego dnia Rosalie poznaje kogoś, z kim chciałaby spędzić jak najwięcej wspólnych chwil... [źródło: dianerose.pl]

     Miało się udać, a jednak po raz kolejny nie dałam rady napisać całego tekstu. Znów odłożyłam to na dwa dni. Dziś już muszę dać radę. Po prostu muszę! Czy jednak uda mi się dobrać odpowiednie słowa, by przekazać Wam to, co najważniejsze? Niestety wątpię. Nie bądźcie źli... Przybliżenie Carpe diem zacznę od plusów, gdyż minus jest niewyobrażalny. Wręcz karygodny, ale o tym za chwilę.

      Bohaterami powieści są w zasadzie młodzi, pełni życia ludzie. Przynajmniej w większości. Rosalie tego życia nie zostało wiele. Pomimo tego, dziewczyna stara się czerpać ile się tylko da z czasu, który jej pozostał. Ma fantastycznego brata, którego mam ochotę jej siłą odebrać! Taki brat (i facet!) to marzenie! Nie chodzi tylko o to, że jest fantastycznym kucharzem, mężem i ojcem (nie?!). To ktoś, kto kocha całym sercem, nie poddaje się, gdy inni dawno postawili już kropkę nad "i". To ktoś, kto do samego końca zapewnia wsparcie i ogromną wiarę w szczęśliwe zakończenie. Do tego w jej otoczeniu jest para niesamowitych przyjaciół. Każda z tych postaci jest szalenie pozytywna i nie sposób ich nie polubić (lub pokochać!!!). Jest jeszcze Daniel... I tu mam problem. Nie wiem, kogo pokochałam bardziej, brata Rosalie, czy Daniela? A tak całkiem serio - Diane Rose w niezwykły sposób wykreowała każdego swojego bohatera. Dopracowała ich w każdym calu, dbając o wszelkie detale. Z całą pewnością chciałabym spędzić w tym towarzystwie choć jeden dzień! Chociaż pominęłabym towarzystwo dziadka Daniela. Dlaczego? O tym musicie przekonać się sami.

      Debiutancka powieść Diane Rose nie rozpoczyna się długim wstępem, nie nabiera powolnego tempa. Autorka z marszu funduje swoim czytelnikom zderzenie z bardzo trudnym i delikatnym tematem. Okrutna choroba, czyhająca tuż za rogiem śmierć i... miłość.


Byłam egoistką. Byłam okrutna, ale chciałam kochać i być kochana. Chciałam go zatrzymać jak najdłużej, chociaż wiedziałam, że na niego nie zasługuję.


      Czytając każdą kolejną stronę zastanawiałam się, jak ja mogłabym postąpić będąc na miejscu Rose. Sytuacja tak prosta, a za razem tak koszmarnie trudna. Poddać się miłości wiedząc, że niebawem tak bardzo skrzywdzi się ukochaną osobę? Czy mamy prawo decydować o bólu i cierpieniu drugiej osoby? 
Diane Rose w piękny i niesamowity sposób prezentuje miłość. Miłość do rodzeństwa, żony, dzieci, przyjaciół, drugiej połówki oraz miłość do życia. Sięgając po tę książkę myślałam, że dostanę historię młodzieńczej, zbuntowanej miłości, jakiej wiele w powieściach, po które sięgałam. Dostałam za to opowieść z niesamowitą i oryginalną fabułą, która jest wyścigiem z czasem. Czegoś takiego się nie spodziewałam!


Bez czasu nigdy nie skończę studiów, nie powiem więcej Jamesowi jak bardzo go kocham, nie zakocham się, nie założę rodziny.
Bez czasu jestem nikim.


      Czym Carpe diem wyróżnia się na tle wielu innych historii? Ta powieść od pierwszej do ostatniej strony naładowana jest ogromnymi emocjami! To historia, która zarówno bawi, jak i wzrusza do łez. Niejednokrotnie Diane Rose zafundowała czytelnikom emocjonalny rollercoaster, z którego nie można wysiąść. Nie dlatego, że nie można. Tej książki nie chce się odłożyć na półkę. To jedna z tych historii, po przeczytaniu których siedzi się bez ruchu w fotelu, ściskając mocno książkę, wylewając morze łez i nie wiedząc, co dalej ze sobą zrobić. A to, co całkowicie wbija we wspomniany już fotel, to zakończenie, jakiego nikt się nie spodziewa. Przysięgam! Przeczytałam ostatnie strony trzy razy, ponieważ nie wierzyłam w to, co zobaczyłam. Zastanawiałam się, czy to przez łzy literki czasem nie układają się w zupełnie inne słowa. Za każdym razem jednak było tak samo i za każdym razem ponownie sięgałam po chusteczkę. O tym pamiętajcie, miejcie ze sobą chociaż jedno opakowanie chusteczek...


Pragnę dostać od życia jak najwięcej, właśnie teraz, nie później, bo jestem boleśnie świadoma tego, że później może nigdy nie nadejść.


     Ta powieść otwiera oczy ludziom, ukazując notorycznie popełniane błędy. Jesteśmy w ciągłej pogoni nie zauważając uciekającego przez palce życia. Jedni mają czasu więcej, drudzy mniej. Nie marnujmy czasu, gdyż za chwilę może się okazać, że nie mamy już go zbyt dużo.
Bardzo spodobało mi się delikatne, lecz obrazowe przedstawienie tematu transplantacji. Moi drodzy, jeśli tylko możecie, bądźcie dawcami. Można uratować wiele istnień. Wiele marzeń, pragnień, rodzin... Jedna decyzja może przedłużyć kruche życie innej osoby. Tak niewiele, a za razem tak wiele!

     Na uwagę zasługuje również plastyczny język i lekki styl autorki, dzięki czemu historię czyta się błyskawicznie. Zabawne dialogi, ujmujące opisy i wiele, wiele więcej. Gdyby ktoś podsunął mi tę książkę, nigdy nie powiedziałabym, ze to debiut! Dlatego też jestem szalenie dumna, że właśnie tę powieść Kraina Książką Zwana objęła swoim pierwszym patronatem medialnym. To ogromny zaszczyt!

      Właśnie złapałam się na tym, że mogłabym pisać w nieskończoność, a to i tak nic by nie dało. Tę historię po prostu trzeba poznać. Nie ma innego wyjścia. Zanim jednak postawię ostatnią kropkę w dzisiejszej recenzji, muszę jeszcze odnieść się do minusów, które jak zaznaczyłam na początku pojawiają się tutaj.
Przykro mi, lecz tego wybaczyć nie mogę! Takie zakończenie?! Jak?! Dlaczego?! I właściwie najgorsze: dlaczego ta historia się skończyła??? Ja tak bardzo chciałam jeszcze i jeszcze, i jeszcze!


Nie ma takiego cierpienia, z którym człowiek nie mógłby sobie poradzić.


     Podsumowując:
Są takie książki, obok których nie można przejść obojętnie. Carpe diem zdecydowanie jest jedną z nich! To opowieść o wielkiej przyjaźni, miłości, trosce, chorobie, walce o życie i o docenianiu go. To szalenie emocjonalna powieść, która poruszyła wszelkie możliwe uczucia, fundując emocjonalny rollercoaster! O tej historii nie da się pisać. Trzeba ją przeżyć razem z fantastycznymi bohaterami, którzy sprawiają, że powieść ożywa. Przygotujcie chusteczki, z całą pewnością z nich skorzystacie! Polecam gorąco!!!






   





Za zaufanie i możliwość poznania tej niesamowitej historii serdecznie dziękuję autorce Diane Rose oraz wydawnictwu Videograf

     

wtorek, 21 marca 2017

Ice - cool Stories, czyli książkowe Frozen!




       Z okazji Pierwszego Dnia Wiosny, dziś zabiorę Was w podróż do wspaniałej krainy jaką jest Arendelle. Ice - cool Stories, to zestaw pięciu fantastycznych książeczek, które dla fanów Krainy lodu będą wspaniałym prezentem. W środku znajdował się jeszcze blister z naklejkami, ale cóż... uroki posiadania malutkiego dziecka!


A Frozen Adventure




Tytuł: A Frozen Adventure
Autor: Disney
Wydawnictwo: Parragon
Data wydania: 2016
Liczba stron: 28
Język: angielski


     W dzisiejszym zestawieniu tekstu będzie znacznie mniej niż zazwyczaj, a jego miejsce zajmą zdjęcia. 

      Pierwsza książeczka przedstawia historię, którą znamy z produkcji filmowej. Elsa po nieszczęśliwym wypadku podczas zabawy z Anią zaczyna ukrywać swą moc. Jednak po wielu latach w wyniku niefortunnych zdarzeń dowiadują się o niej niemalże wszyscy. Od tego momentu zaczyna się jej walka z samą sobą. Ucieka z zamku, a na jej poszukiwanie wyrusza młodsza siostra, księżniczka Anna. Po drodze poznaje Kristoffa i jego renifera Svena, po czym całą trójką napotykają się na uroczego bałwanka Olafa. 
Znana historia? Więc teraz kilka zdjęć!












Across the Sea




Tytuł: Across the Sea
Autor: Brittany Candau
Ilustracje: Disney Storybook Art Team
Wydawnictwo: Parragon
Data wydania: 2016
Liczba stron: 28


     Elsa organizuje swoją pierwszą królewską podróż jako królowa Arendelle. Mieszkańcy zaprzyjaźnionych krain pragną ją przywitać i zobaczyć na żywo, jaką mocą włada, jednak młoda królowa wciąż boi się ją okazywać publicznie. Czy tym razem jej się uda i przezwycięży swój strach?




     Kiedy córeczka otrzymała od babci opisywane dziś książeczki, była przeszczęśliwa. Kocha tę bajkę, jak mało którą. Doszło do tego, że siedemnasto- miesięczna dziewczynka mówi przez sen: "Elsia, Elsia"... Bądź co bądź, jako książkowa maniaczka, musiałam sprawdzić je też i ja! Ciekawa byłam, czy będzie to pięć części książeczek, wspólnie opisujących całą bajkę, czy może dostanę coś nowego? Otworzyłam i sama się ucieszyłam! Pierwsza książeczka, to historia, którą znamy, jednak każda kolejna, to osobna opowieść o losach bohaterów po szczęśliwym zakończeniu!










Babysitting the Troll Tots




Tytuł: Babysitting the Troll Tots
Autor: Brittany Candau
Ilustracje: Disney Storybook Art Team
Wydawnictwo: Parragon
Data wydania: 2016
Liczba stron: 28


     Anna i Kristoff postanawiają sprawdzić się w roli niani dla trolli! Są przekonani, że to nic trudnego i liczą na miły, relaksujący wieczór. Ale czy ich plany się powiodą? Czy małe trolle tak chętnie i grzecznie pójdą spać?




     Dlaczego w ogóle postanowiłam wspomnieć o tych publikacjach na blogu? Jak wiecie przebywam poza granicami Polski, w kraju, gdzie językiem podstawowym jest angielski. Proste, prawda? No własnie nie zawsze. Nadal mam problemy, nie mam kiedy się go uczyć, a czas spędzam głównie z Polakami. Okazuje się jednak, że książeczki dla dzieci mogą być świetnym sposobem nie tylko na miłe popołudnie i ciekawe spędzenie czasu z dzieckiem. To również kopalnia wiedzy, a w tym przypadku spora dawka słówek!







Olaf's Perfect Summer Day




Tytuł: Olaf's Perfect Summer Day
Autor: Jessica Julius
Ilustracje: Disney Storybook Art Team
Wydawnictwo: Parragon
Data wydania: 2016
Liczba stron: 28


      Kto zna Olafa ten wie, że ten szalony bałwanek od zawsze marzył o lecie! Zawsze ciągnęło go do ciepłego... Pewnego pięknego, słonecznego dnia w Arendelle Anna i Elsa spędzają z nim fantastycznie czas!
Nie wierzycie? Przekonajcie się sami!














A New Reindeer Friend



Tytuł: A New Reindeer Friend
Autor: Jessica Julius
Ilustracje: Disney Storybook Art Team
Wydawnictwo: Parragon
Data wydania: 2016
Liczba stron: 28


       Tym razem Ania i Elsa postanawiają wybrać się na spacer i nazbierać piękne kwiaty. Jednak w pewnym momencie zamiast kwiatów znajdują małego renifera! Jak potoczą się jego losy? Czy stanie się nowym przyjacielem i dołączy do wesołej gromadki?




     Wszystkie pokazane dziś książeczki są naprawdę bardzo dobrej jakości. Częściowo szyte, nie rozpadną się tak szybko, jak te klejone. Twarda oprawa, śliski papier z pięknym, barwnymi ilustracjami. Każda historia opisuje dalsze losy głównych bohaterów, ale i tych mniej znanych, czy nawet lubianych. Uwielbiam takie serie i z całą pewnością będę wypatrywać kolejnych z tego wydawnictwa. Polecam!




















niedziela, 19 marca 2017

"Siedem spódnic Alicji" - Joanna Jurgała - Jureczka [recenzja]


 (...) nasze życie, jest teatrem reżyserowanym przez wielkiego mistrza



Tytuł: Siedem spódnic Alicji
Autor: Joanna Jurgała - Jureczka
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Data wydania: 23 stycznia 2017
Liczba stron: 304


     Do tej pory nie miałam styczności z piórem Pani Joanny, jednak kiedy ujrzałam okładkę jej najnowszej książki, wiedziałam, że muszę ją poznać. Odczuwałam bijące od niej ciepło i liczyłam na to, że zawarta w niej historia będzie równie atrakcyjna, jak sama okładka. Czy tak było?

      Wśród urokliwych krajobrazów portugalskiego miasteczka Nazare, chorwackiego Molunatu i polskich Stawisk, Alicja będzie musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, kim dla niej jest dumny i wyniosły hrabia Adam Franciszek Przebłocki,  a kim może stać się Dawid Zan.
Młody celebryta zmuszony jest spędzić parę dni na prowincji. Zanim jednak zamelduje się w hotelu "U Hrabiny", drogę zajedzie mu traktorek hand made prowadzony przez Czesia Rychłego, którego nazwisko stoi w sprzeczności z temperamentem. Czy będzie to zły, czy dobry znak? Kim okaże się zadziorna i niepokorna dziewczyna, którą uważał za pomocnicę ogrodnika? Jakie wartości odnaleźć można na prowincji, gdzie teraźniejszość przeplata się z przeszłością, a sytuacje opisane z przymrużeniem oka prowokują do pytań o rzeczy ważne i najważniejsze?

       Kiedy już książka trafiła w moje ręce, zastanawiałam się co też się  w niej kryje. Snułam wszelkiego rodzaju domysły i nic mi nie przychodziło do głowy, co kryć się może "pod spódnicami" i to siedmioma! Knułam, kombinowałam, wymyślałam, ale na nic to było. Jedyne co mi pozostało, to zmierzyć się z treścią i piórem autorki, po którym nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać.

       Książkę czyta się bardzo szybko. Jest napisana prostym i lekkim językiem, a stylowi autorki nie można nic zarzucić. Do tego przyjemna fabuła i akcja tocząca się dość równym tempem. W historii przedstawionej przez Joannę Jurgała - Jureczka pojawia się wiele niedomówień, Sytuacje potrafią rozśmieszyć, dzięki czemu powieść może być skierowana do każdego, zarówno do młodszego odbiory, jak i starszego. 

      Siedem spódnic Alicji to powieść obyczajowa, w której przeplata się szczęści z udręką i cierpieniem, miłość ze swą siostrą, nienawiścią. To słodko - gorzka opowieść o  pięknej i uczuciowej miłości, w której na próżno szukać romantycznych uniesień, czy erotyzmu. Tego się tutaj nie znajdzie. Czy w takim razie można tutaj znaleźć emocje? Zdecydowanie tak. Może nie są wstrząsające i wbijające w fotel. Delikatne, przyjemne i ciepłe.

       Autorka w swojej powieści zabiera czytelnika w malownicze zakamarki Portugalii w miejscowości Nazare, ale i do Chorwacji i polskich Stawisk. Dzięki plastycznym i barwnym opisom zapragnęłam zobaczyć te miejsca na żywo. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je odwiedzić, gdyż może to być niesamowita podróż.

       Siedem spódnic Alicji to lekka, przyjemna, ciepła i przepełniona uczuciami powieść o pięknej miłości i malowniczych krainach. To książka, która może być skierowana zarówno do starszego, jak i młodszego odbiorcy. Słodko - gorzka opowieść, która wzrusza, ale i bawi. Polecam!





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka


sobota, 18 marca 2017

"Dwór mgieł i furii" - Sarah J. Maas [recenzja]




Tytuł: Dwór mgieł i furii
Tytuł oryginału: A Court of Mist and Fury
Seria: Dwór cierni i róż (tom II)
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 11 stycznia 2017
Liczba stron: 768


     Nad poznaniem pierwszego tomu zastanawiał się bardzo długo. Bardzo! Jednak kiedy przeczytałam ostatnie zdanie w Dworze cierni i róż nie myśląc o niczym innym, wzięłam część drugą i zatopiłam się w dalszej lekturze. Dawno tak nie miałam. Oj dawno...

     Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.
Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki.  Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeństwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba, że...

     Tak, jak już wspominałam, nie byłam początkowo przekonana do Dworu, a po skończonej pierwszej części nie przypuszczałabym, że może być kolejna (gdyby nie fakt, że już czekała na półce, a ja miałam wrażenie, że za moment sama się otworzy, żebym tylko po nią już sięgnęła!). Nie mniej jednak pierwsza część kończy się tak, że można byłoby zupełnie na tym poprzestać. Jest odpowiednie zakończenie, ah bajka po prostu! Ale Sarah J. Maas lubi zaskakiwać swoich czytelników i stworzyła dla nich kolejny tom (i jeszcze kolejny!). Zastanawiałam się, co jeszcze mogła stworzyć, jak zainteresuje swoich fanów. Postawiła sobie bowiem poprzeczkę bardzo wysoko. Dwór mgieł i furii jest jeszcze okazalszym tomiszczem, a do tego - jeszcze lepszym! Po prostu: WOW!!!

     Kolejna część serii jest praktycznie pod każdym względem coraz bardziej niesamowita! Nowi bohaterowie, nowe sojusze, coraz bardziej wartka i dynamiczna akcja, która nabiera takiego rozpędu, że bałam się, co będzie na koniec... Wspaniałe jest to, że autorka stworzyła coś nowego, czego w pierwszym tomie nie dostaliśmy. Dzięki temu, książkę pochłania się w wypiekami na twarzy, a spragniona dusza czytelnicza chce więcej i więcej!

      Ogromne grono fanek zebrał sobie Rhysand. Co w takim razie powiecie na to, że tutaj jest go więcej i więcej, i na dokładkę jeszcze więcej? Ja oszalałam z radości! O ile w Dworze cierni i róż go polubiłam, tak tutaj pokochałam! Przykro mi drogie czytelniczki, on jest mój!

      Chciałabym Wam opisać niesamowite sytuacje, charaktery jakie się tutaj pojawiają, podać trochę opisów, ale jeśli zrobiłabym cokolwiek z tego, to zniszczyłabym Wam przygodę z tą serią. Jest naprawdę cudowna, a pamiętajcie, że nie jestem fanką fantastyki (ok, Sarah J. Maas już jestem fanką, właśnie idzie do mnie cała seria Szklanego tronu!). Naprawdę nie mogę... Jednak powiem Wam coś innego. W tej powieści jest ogrom emocji! Tak, właśnie emocji, które zawładną Tobą na bardzo, bardzo długi czas! Recenzję pierwszego tomu opublikowałam 7 marca. Miałam już wtedy przeczytany tom drugi i do dziś nie mogłam się zebrać w sobie, by odpowiednio Wam go przedstawić. Nadal odnoszę wrażenie, że piszę Wam za mało, dużo za mało, ale o tej powieści nie można napisać wystarczającej długości tekstu. O niej nie można pisać. Ją trzeba przeczytać, poczuć i przeżyć wszystko razem z bohaterami. Jednego jestem pewna, nikt, ale to nikt z Was nie pożałuje!

      Dwór mgieł i furii to jedna z najlepszych kontynuacji, jakie miałam okazję czytać! Porywa czytelnika do fantastycznego świata, w którym czai się niemal wszystko! Autorka funduje ogrom emocji, po których bardzo ciężko się pozbierać. Seria Dwór cierni i róż to jedna z najwspanialszych serii, jakie miałam okazję poznać. Mistrzostwo! Polecam gorąco, bardzo gorąco!









     Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Uroboros


czwartek, 16 marca 2017

"52 kolory życia" tom VI - Magdalena Kozioł [recenzja]


(...) na bolące serce pomaga tylko miłość




Tytuł: 52 kolory życia
Seria: 52 kolory życia (tom VI)
Autor: Magdalena Kozioł
Wydawnictwo: Pociąg do natury
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 120



     Nadszedł taki moment, w którym pomimo stosu czekających książek do przeczytania, na nic nie miałam ochoty. Dosłownie na nic. Zaczęłam trzy różne książki i nic. Potrzebowałam czegoś, co by mnie odblokowało. Ku mojemu szczęściu odebrałam przesyłkę z dwoma kolejnymi i przy okazji ostatnimi tomami cyklu 52 kolory życia Magdaleny Kozioł. Historia Sally, jak już wiecie urzekła mnie i szalenie byłam ciekawa jej końca. Nadal jestem! Ale po kolei...

     Magdalena Kozioł w swoim kolorowym cyklu porusza bardzo trudne tematy - miłość, zdrada, spełnienie marzeń, ból, szczęście, choroba, rodzicielstwo, wyznaczanie życiowych priorytetów. W poprzednich tomach trochę się tego nazbierało i naprawdę bardzo byłam ciekawa, jak dalej potoczy się historia nie tylko Sally, ale i Anety. Choć to postać drugoplanowa, to w moim odczuciu odgrywa ważną rolę. Z całą pewnością niejedna czytelniczka stałaby po jej stronie. W końcu to ona została zdradzona.

     Nie mogę za dużo napisać o fabule, ponieważ zdaję sobie sprawę, że wielu z Was mogło jeszcze nie sięgnąć po twórczość Magdaleny Kozioł (więc czym prędzej powinniście to nadrobić!), a ja nie chcę spojlerować. Nie ma wtedy przyjemności z czytania. A w każdym kolejnym tomie dzieje się coraz więcej. W którym momencie było dla mnie największe zaskoczenie? Właśnie w tej części z piękną, błękitną okładką! I gdyby nie to, że po prostu muszę najpierw przeczytać coś innego, to od razu wzięłabym się za tom siódmy. Niestety ostatni. Z jednej strony cieszę się, że odkładam poznanie go na później. Przygoda z Sally nie skończy się tak szybko.

     Za każdym razem poruszam wątek języka i warsztatu pisarskiego. Początki były dość ciężkie. Wkradało się dużo błędów stylistycznych. Autorka skorzystała z cennych wskazówek i ambitnie pracuje nad korektą każdej części. W tej nie znalazłam już praktycznie żadnych błędów. To wspaniale widzieć, jak autorka, którą lubi się czytać uczy się sama na własnych błędach, wyciąga wnioski i konsekwentnie pnie się do przodu.

      Jednym z piękniejszych elementów opowieści Magdaleny Kozioł są przepiękne, kolorowe i emocjonalne opisy. Bardzo szybko można zauważyć, że autorka wkłada w swoje dzieła nie tylko słowa, ale i duszę. Dzięki temu powieść staje się żywa i bardzo realna. Należę do grona osób, które wolą czytać dialogi niż opisy, a w tym przypadku wszystko czytałam z zapartym tchem!

      52 kolory życia to niezwykle barwna, prawdziwa i uczuciowa historia o sile kobiecości, miłości, szukaniu szczęścia i podejmowaniu  ciężkich, życiowych decyzji. To opowieść osnuta przepięknymi barwami życia, które zaskakuje, poucza i sprawia, że czasami na twarzy pojawia się uśmiech, a czasami w oku łza. Gorąco polecam!





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Autorce!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...